31 grudnia 2025
31 grudnia 2025
W mijającym roku miałam przekuwać to, co zebrałam, w pożyteczne narzędzia rozwijające służbę uwielbienia w naszym Kościele. Tak ambitnie i buńczucznie do tego podchodziłam na początku. A teraz, 31 grudnia? Już wiem, że Panu Bogu wcale nie chodziło o to, żeby był to rok mojego przekuwania czegokolwiek, tylko Bożego przekuwania… mnie samej.
To nie ja miałam być kowalem, obrabiającym w kuźni kawałki metalu. To Bóg brał mnie, rozgrzewał w piecu, a potem… nadawał kształt. Bolało. I nadal boli. I nadal nie ostygłam. I nadal jeszcze nie skończył.
"Bo cóż za korzyść odniósł człowiek, który zdobył cały świat, jeśli utracił własną duszę?" (Mateusza 16:26a SNP)
Wiem, że stawka nie toczy się o to, ile świetnie skrojonych setlist stworzę, ile pieśni wyśpiewam, ile prób zorganizuję, ile sama, własnymi siłami, ogarnę choćby najlepszych możliwych programów, wizji i strategii. Dzieje się coś głębszego, trudnego do oddania w słowach.
Wiem już, że w tym roku:
Bóg dał mi zasmakować Jego obecności, a momentów najpotężniejszych Jego dotknięć doświadczyłam wcale nie na uwielbieniu w Kościele, tylko w domu, przy stole w salonie, nad Biblią,
Bóg był blisko w momentach radości, ale jeszcze bliżej w chwilach żałoby, duchowego otępienia, zmagania się z samą sobą i wszystkim dookoła; nauczyłam się (i wciąż uczę się) biec do Niego w pierwszej kolejności, niezależnie od tego, co się dzieje,
Zrozumiałam, że to, co moje, wcale nie jest moje – to wszystko od Niego i dla Niego, dane mi w zarządzanie. Ja sama również nie należę do siebie samej. Jestem Jego i nabieram coraz większego pragnienia, pomieszanego z niewiedzą i wątpliwościami, by moje życie autentycznie to odzwierciedlało.
2024 – moje zbieranie, 2025 – Boże przekuwanie. A teraz? Jaki ma być 2026? Nie wiem, nie mam konkretnego słowa i chyba nawet nie zamierzam silić się na jego szukanie, jeśli Pan nie dał mi żadnego mocnego przekonania w tej sprawie. Jednak bezpiecznie jest założyć, że chcę, żeby – jakkolwiek nieskładnie językowo to zabrzmi – to był ROK BYCIA JEGO. Nie można wyjść na tym źle i może właśnie to jest jedyne mające sens postanowienie.