30 kwietnia 2026
30 kwietnia 2026
Lider uwielbienia ma uwielbiać Jezusa - śpiewem i muzyką oraz całym swoim życiem.
A oprócz tego...
Prowadzić zespół. Prowadzić Kościół. Zachęcać słowem i postawą. Być przykładem. Wspierać innych. Skutecznie, transparentnie i jasno się komunikować. Dawać feedback, który wnosi realną wartość. Dostrzegać sukcesy i przełomy, nawet (albo może zwłaszcza) te małe, niezauważalne dla reszty. Chronić zespół przed ostrzałem krytyki lub wystawiać go na jej działanie, rozpoznając, kiedy jest niesprawiedliwa i destrukcyjna, a kiedy konstruktywna i przydatna. Wiedzieć, co na temat uwielbienia mówi Biblia, zgłębiać to osobiście i uczyć tego innych. Napełniać się Bożym Słowem. Słuchać uważnie. Być powiernikiem problemów i zmagań członków służby. Empatyzować. Modlić się i wstawiać za innych. Pchać zespół do rozwoju. Przygotowywać nowy repertuar. Uczyć się go tak, aby móc następnie pomagać innym w jego przyswajaniu. Organizować spotkania, próby, warsztaty. Wdrażać nowe osoby. Pilnować terminów. Informować z jak największym wyprzedzeniem. Dostarczać materiały i wytyczne. Stawiać granice i informować z najwyższą dozą uważności i taktu, kiedy zostają one przez kogoś przekroczone. Rozpoznawać, filtrować i odpowiadać na oczekiwania zespołu, pastorów oraz zborowników. Mieć wizję i dbać o to, aby w jej ramach działać w jedności z pastorami i liderami. Szanować wolę pastorów i ją realizować. Współpracować. Szukać rozwiązań. Przejmować inicjatywę. Nie bać się przyznać, że w czymś przegiął, popełnił błąd, rozminął się, chciał za bardzo lub niewystarczająco bardzo. Dbać o swoje myśli i motywacje. Badać swoje serce. Diagnozować i wypleniać jakiekolwiek zaczątki goryczy, arogancji, poczucia wyższości i zblazowania.
A jednocześnie...
Umieć odpoczywać. Odpuszczać. Delegować. Uwalniać. Pozwolić, by inni sami odkrywali, testowali, decydowali. Odciąć się. Uwierzyć, że nic się nie zawali, jak zejdzie z warty. Nie kontrolować, nie manipulować. Ufać, że inni dadzą radę. Celebrować, jeśli dadzą. Być obok i wzmacniać, jeśli nie dadzą. I tak dalej.
Cała ta wyliczanka nie jest narzekaniem, tylko obserwacją i próbą zebrania w całość tego, co rzeczywiście się dzieje. To, rzecz jasna, zbiór subiektywny, ale czuję, że nie unikalny - wielu liderów napisałoby podobne podsumowanie. Chcę jakoś sobie to poukładać, choć nie wiem, czy się da. Martwię się i zastanawiam, czy zawarte w pierwszym zdaniu powołanie, co do którego jestem absolutnie i od dawna pewna, że jest Bożą wolą dla mojego życia, po prostu gdzieś w tym wszystkim... nie ginie. Czy te liczne i przeróżne warstwy rzeczy ważnych i odpowiedzialnych, potrzebne i słuszne, nie ściskają za mocno tego, co pierwsze i najważniejsze. Mało tego! Gdyby te warstwy oderwać, czy to sedno w ogóle wciąż tam jest?
Niektóre elementy powyższej listy zadań i obowiązków przychodzą mi bardzo łatwo. Wiele z nich jest wynikiem wyuczonych kompetencji i nie mam z nimi większego problemu, choć pewnie sama bym ich sobie nie wybrała. Inne zaś są, mówiąc wprost, wielkim bólem, i robię je przez zaciśnięte zęby - i nawet lata doświadczenia niewiele tu pomagają. Co z tego wszystkiego przyszło "w pakiecie" z Bożym powołaniem? Ile spraw narzuciłam sobie sama? Ile rzeczy władował na mnie ktoś inny? Ile z tego wszystkiego jest rzeczywiście "budowaniem Bożego Królestwa", a ile walką z wiatrakami i czymś, czemu przypisuję za wielkie znaczenie? Mówi się, że jeśli wszystko jest ważne, to nic nie jest ważne. A co, jeśli faktycznie, bez ironii, wszystko jest ważne i na pierwszym miejscu, na raz, na teraz, na wczoraj? No i do tego jeszcze jeden skomplikowany wątek: jeśli taka rzeczywistość - powołanie, służba, pasja - jest jednocześnie pracą i utrzymaniem, to może w ogóle nie ma tematu? Albo jest, tylko w zupełnie innym sensie, to znaczy że trzeba tu rzeczywiście przyłożyć totalnie pragmatyczną, organizacyjną, zawodową i "nieduchową" miarę?
Wiele warstw. Wiele trudnych pytań. Ale jeśli ma być we mnie i w innych prawdziwa Radość Uwielbienia, to trzeba to rozważać i się tego nie bać. Może właśnie z takich zastanowień, jeśli damy szansę im zaistnieć i się z nimi pozmagać, paradoksalnie uda się o tę radość lepiej zadbać, niż gdyby zamieść wszystko pod dywan? Kto wie?